Kilka moich prawd o nauczaniu, hejcie i rzeczywistości nauczyciela
Kilka miesięcy temu pod jednym z moich postów pojawił się komentarz, który brzmiał tak:
„Z obecnymi roszczeniowymi leniwymi nauczycielami będą jeszcze większe głąby te dzieci.”
To krótkie zdanie zawiera więcej niż tylko atak na zawód — moim zdaniem mieści w sobie stereotypy, uproszczenia i brak empatii wobec pracy, której większość ludzi nigdy nie doświadczyła na własnej skórze.
Chcę dziś napisać o tym, co znaczy być nauczycielem (zwłaszcza na początku drogi) i jak wygląda ta praca naprawdę — bez mitu, bez wygładzania, ale też bez histerii.
Pierwsze lekcje — prawdziwa próba
Pamiętam swoje pierwsze zajęcia w szkole. Po nich nie mogłem normalnie zjeść, skorzystać normalnie z toalety ani spokojnie się wyspać. Nie dlatego, że byłem zmęczony fizycznie, ale dlatego, że towarzyszyło mi ogromne poczucie odpowiedzialności i silna presja. Presja związana z pytaniem, czy dotrę do każdego ucznia, czy będę wystarczająco klarowny i czy jedna lekcja nie przekreśli tego, co będę starał się budować w relacji z klasą od pierwszych dni.
Jako początkujący nauczyciel miałem najmniej formalnych obowiązków — pensum 18 godzin w tygodniu dla nauczyciela matematyki czy przedmiotów ogólnych w szkole podstawowej i średniej to tylko część rzeczywistości.
Te 18 godzin dydaktycznych to tylko czas spędzony „przy tablicy”. Natomiast przygotowanie lekcji, sprawdzanie prac, kontakt z rodzicami, udział w radach pedagogicznych, planowanie i organizowanie… wszystko to nie jest wliczone w te godziny.
Po pierwszych dwóch tygodniach moja praca zaczęła się stabilizować, ale dopiero wtedy zrozumiałem, co oznacza połączenie roli nauczyciela, animatora i organizatora w jednym człowieku.
Etat i rzeczywistość — dwie różne liczby
Formalnie nauczyciel ma wymiar etatu — pensum na 18 godzin dydaktycznych i pięć dni pracy tygodniowo, ale to nie jest całkowity czas pracy.
W praktyce nauczyciele często pracują znacznie więcej niż 40 godzin tygodniowo. Uczestnicy badań donosili, że może on sięgać średnio około 46–47 godzin tygodniowo, bo poza lekcjami trzeba realizować wiele dodatkowych obowiązków, w tym przygotowywanie materiałów, ocenianie, komunikację z rodzicami i zadania administracyjne.
To oznacza, że rzeczywisty etat nauczyciela jest inną liczbą niż ta w umowie — to zarówno lekcje, jak również wszystkie inne działania z nimi związane.
Zrozumienie współczesnej młodzieży
Praca z dzisiejszymi uczniami to wyzwanie, które różni się od tego sprzed dekady. Technologia, kulturowe oczekiwania, dostęp do natychmiastowej informacji — wszystko to wpływa na postawy i sposób uczenia się młodzieży. Niektórzy mogą uważać, że dzieci są „roszczeniowe” czy „leniwe”. Oczywiście, jak w każdej grupie, są różne typy zachowań.
Problem nie jest jednak prosty. Współczesne wyzwania edukacyjne wymagają od nas nie tylko wiedzy merytorycznej, ale też umiejętności radzenia sobie z ogromną różnorodnością stylów uczenia się, potrzeb emocjonalnych, temperamentu, dostępności technologii i oczekiwań rodziców.
Obwinianie młodzieży czy nauczycieli za to, że „nie nadążają”, albo że system się nie sprawdza, to uproszczenie. Jeśli chcemy realnych zmian, musimy patrzeć szerzej — na system, wsparcie psychologiczne, wielkość klas, zasoby dydaktyczne i przede wszystkim solidne przygotowanie nauczycieli do współczesnej rzeczywistości edukacyjnej.
Hejt w internecie — szybka emocja vs zrozumienie
Komentarze typu „leniwi nauczyciele robią z młodzieży głąbów” są symptomem szerszego problemu, który obserwujemy w przestrzeni publicznej — uproszczonej narracji, w której odpowiedzialność jest łatwo delegowana na jednostki, a nie analizowana w kontekście systemowym.
W internecie często emocja wygrywa z refleksją i to nie dotyczy tylko edukacji. Rzadko kiedy komentarz zawiera zrozumienie, a jeszcze rzadziej oparty jest na realnych faktach albo na próbie empatii.
Właśnie dlatego warto rozmawiać o rzeczywistości nauczyciela — nie defensywnie, lecz informacyjnie. Pokazywać, ile godzin, wysiłku i myśli w rzeczywistości pochłania to, co dla wielu wydaje się „kilkoma lekcjami tygodniowo”.
Gdzie jest czas na życie prywatne?
Jednym z najczęściej przywoływanych argumentów nauczycieli jest brak równowagi między pracą a życiem osobistym. Zaczynając pracę jako nauczyciel byłem informowany, że oprócz 18 godzin pensum mam być do dyspozycji 22 godziny w ramach tygodniowego etatu liczącego 40 godzin. Szybko okazało się, że:
po lekcjach zostaję często w szkole,
wieczorami sprawdzam prace pisemne,
w sobotę i niedzielę przygotowuję materiały dydaktyczne.
To doświadczenie nie jest wyjątkowe — wiele moich koleżanek i kolegów zgłaszało podobne tempo życia, nawet przy większym formalnym obciążeniu godzinowym.
To nie jest „lenistwo”, to po prostu realna presja pracy, która nie kończy się wraz z ostatnim dzwonkiem.
Refleksja — milczenie czy słowa?
Jeśli autor tej opinii jest prawdziwą osobą, a nie tylko fakowym profilem w sieci, to być może warto, by na moment się zatrzymał i spojrzał na szkołę z innej perspektywy. Słowa mają swoją wagę — mowa bywa srebrem, ale w przestrzeni publicznej zbyt często zapomina się, że milczenie jest złotem, szczególnie wtedy, gdy nie zna się codziennych realiów pracy w danym zawodzie. Oceny rzucane z boku są łatwe, bo wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. Znacznie trudniej spróbować zrozumieć, zanim się osądzi i wziąć odpowiedzialność za to, co się mówi lub pisze. Czasem właśnie empatia i powściągliwość znaczą więcej niż najmocniejsze słowa.
Korki na Neuronki Arkadiusz Wasiluk
14.12.2025 rok
